Kocięta

Kocięta

Miot O-Choc - 14.04.2026

Mighty Muriel

Monichiwa*PL

+

Orifiel

Gwiazda Orientu

Wolny Wolna Opcja Zarezerwowany Zarezerwowana Zostaje z nami Nie na sprzedaż

O-Choc Ozzy

kocurek orientalny czekoladowy - OSH b

Zarezerwowany
A cóż to za zamieszanie z imionami? Ten kociak przecież nazywał się zupełnie inaczej! To bardzo proste: lubimy nasze imiona, ale jesteśmy również otwarci na inicjatywę ze strony ich przyszłych domów. Oczywiście pod warunkiem, że zdecydują się na malucha we właściwym czasie, czyli przed rejestracją miotu. I dokładnie tak się wydarzyło: skoro przyszli właściciele Ozzy'ego z góry zapowiedzieli, że u nich będzie nazywał się Oscar, a przyszłym właścicielom Oreo spodobało się imię Ozzy, warto było coś zamieszać. I tak dotychczasowy Ozzy (czyli Bezik - kociak BEZ znacznika) został Oscarem, dotychczasowy Oreo, czyli "żółty" (od koloru znacznika) Ozzym, a imię Oreo wróciło do puli. Może kiedyś wykorzystamy je dla biało-czarnego dziecka, do czego nadaje się szczególnie dobrze. Tak czy siak obecny Ozzy to pierworodne dziecko naszej Muriel i, inaczej niż w kilku poprzednich miotach, gdzie kocurki wyróżniały się temperamentem, zwierzątko raczej miłe i zrównoważone. Oczywiście jak na kilkutygodniowego malucha - wszystkie kocięta w tym wieku są raczej ruchliwe i Ozzy, mimo że na tle rodzeństwa dość powściągliwy, nie jest żadnym wyjątkiem.

O-Choc Oriana

koteczka orientalna czekoladowa - OSH b

Zarezerwowana
Oriana, czyli "niebieska". A przez pierwsze dwa tygodnie życia "niebieski". Określanie płci maluchów nigdy nie było moją mocną stroną. na początku mojej hodowlanej drogi korzystałam z pomocy zaprzyjaźnionych osób. Nieco później tę rolę przejęła nasza weterynarz, która po każdym porodzie składała nam krótką "wizytę patronażową" i przy tej okazji informowała nas, kto jest kim. Ponieważ tym razem taka wizyta nie była możliwa, musiałam sama zmierzyć się z tematem. Kilka dni po porodzie na spokojnie starannie obejrzałam maluchy. Potem jeszcze raz i jeszcze jednen, żeby mieć całkowitą pewność, bo takie symetryczne rozwiązanie wydawało się aż nieprawdopodobne: były dokładnie trzy kocurki i trzy koteczki. I w dodatku rodziły się idealnie na przemian: kotka, kocurek, kotka, kocurek, jeszcze jedna kotka i ostatni znowu kocurek. Finalnie okazało się, że to określanie płci poszło mi prawie dobrze. Dobrze, bo nasz miot O-Choc faktycznie składał się z trzech dziewuch i trzech chłopaków. I te dziewuchy i chłopaki faktycznie rodziły się na przemian. Prawie natomiast... Wszystkie "moje" koteczki okazały się kocurkami i odwrotnie. Ładnych kilka dni trwało, zanim przyzwyczaiłam się, że "niebieski" to w istocie "niebieska" a najwyraźniejsza "na dziś" kandydatka do pozostawienia w hodowli tak naprawdę jest chłopcem.

O-Choc Oscar

kocurek orientalny czekoladowy - OSH b

Zarezerwowany
Oscar, czyli dawny Ozzy (nie mylić z Ozzym obecnie), czyli "bezik" (kociak BEZ znacznika). Kolejny po Maksiu, czyli Mighty Muharibie urodzony u nas czekoladowy kociak z białą plamką na piersi - jeden z dwóch takich w miocie O-Choc (drugą plamkę ma jego brat Octavio). Taka plamka to rzecz wielce tajemnicza. W wielu rasach kolor 09, czyli ilość bieli mniejsza niż 25% powierzchni ciała kota (od 25% "zaczynają się" bikolory) jest powszechną i oficjalnie uznaną odmianą barwną i koty z maleńką ilością bieli - czy to w postaci locketu ("medalionu") jak u naszych kotów, czy np. odrobiny białego między palcami - rodzą się w nich bardzo często. W naszej rasie tak nie jest - biała plamka na Maksie-Muharibie to nie tylko pierwszy taki przypadek, z którymi mam do czynienia, ale i pierwszy, o którym słyszałam. Powtórka w kolejnym miocie wskazuje na podłoże genetyczne, czyli nasza Muriel, mimo że idealnie jednolitego koloru prawdopodobnie genetycznie jest kotem z bielą, którą to cechę odziedziczyła po swoim równie jednolitym ojcu (stąd plamka u Maksa). Po urodzeniu Oscar był wagowym średniakiem, ale w pierwszej dobie, jako jeden z nielicznych nieco się "obsunął" i tak już pozostało. Obecnie jest najmniejszy z miotu, ale rozwija się bardzo harmonijnie i pod żadnym względem nie ustępuje większemu od siebie rodzeństwu.

O-Choc Oliwka

koteczka orientalna czekoladowa

Zostaje z nami
Oliwka, czyli "szara" (a jeszcze wcześniej "szary" - patrz wyżej). Ostatni kociak urodzony "planowo". W obrazie USG, na którym 21 dni po kryciu oglądaliśmy jego efekty, widać było cztery albo pięć maluchów, więc żeby się nie rozczarować, na wszelki wypadek przyjęłam bardziej pesymistyczną wersję. I oto była cała czwórka: pierwszy i czwarty (Oreo i Oliwka) większe: 99 i 98 g, dwa środkowe (Oriana i Ozzy) trochę mniejsze - po 89 g. Doświadczenia kolejnych (a potem jeszcze kolejnych) godzin pokazały jednak, że wieści o zakończeniu porodu były co najmniej przedwczesne...

O-Choc Octavio

kocurek orientalny czekoladowy - OSH b

Zarezerwowany
Octavio czyli "zielony" (przez pierwsze dwa tygodnie "zielona") i nasza niespodzianka nr 1. Kiedy cztery maluchy pojawiły się na świecie, a Muriel wyraźnie straciła zainteresowanie porodówką i poszła spacerować po mieszkaniu, uznałam że to koniec wrażeń. Pudło, w którym nasza kotka rodziła, poszło na bok, zastąpione przez elegancką budkę, zamiast podkładu higienicznego kociaki dostały miękki kocyk. Emocje opadły i zaczynała się poporodowa norma. Kocica wróciła ze spaceru i zaległa z dziećmi, po jakimś czasie wyszła z porodówki, żeby położyć się z nami. Minęło przynajmniej pół godziny zanim uznałam, że najwyższy czas, żeby zainteresowała się swoim przychówkiem. Wziełam kocicę pod pachę z zamiarem włożenia jej do legowiska, a tam... po posłaniu, które wyglądało jakby przeszła po nim trąba powietrzna, zamiast czterech kociaków pełzało pięć. Octavio w momencie urodzenia był najmniejszy z całej szóstki... To się wydaje aż nieprawdopodobne - musiałam dwa razy sprawdzić, czy na pewno chodzi o niego, bo od dawna wagowo jest numerem dwa po Oreo.

O-Choc Ondine

koteczka orientalna czekoladowa - OSH b

Zarezerwowana
Ondine, czyli "bordo" (nazwa koloru nieodmienna, więc kiedy "bordo" okazało się dziewczynką, nie trzeba było się przestawiać) i niespodzianka nr 2. I to jaka! W sumie całe szczęście, że nasza weterynarz dzień po porodzie nie mogła nas odwiedzieć, bo wykrycie po 24 godzinach od pozornie zakończonego porodu jeszcze jednego kociaka na bank skończyłoby się próbą indukcji a w przypadku jej niepowodzenia cesarskim cięciem. A tak nad ranem półtorej doby po porodzie po prostu znalazłam Ondine - jeszcze całą mokrą - obok rodzeństwa. Oczywiście martwiliśmy się o nią bardzo. Czy jest zdrowa jak najbardziej, ale przede wszystkim, czy da sobie radę w walce ze "starszakami" o maminy cycek. Tym bardziej, że Mumu na dobre weszła w rolę matki "na dochodne". Inaczej niż wszystkie inne nasze kotki nie siedzi kamieniem przy dzieciach i nie wraca do porodówki, kiedy tylko któreś z nich lekko zapiszczy, tylko bardzo konsekwentnie dzieli swój czas pomiędzy matczyne obowiązki a zajmowanie się swoimi sprawami. I to i w dzień, i w nocy - noc w noc wypuszczam ją z sypialni, po czym nastawiam budzik na "za dwie godziny", a kiedy zadzwoni, idę zgarnąć kocicę, żeby dla odmiany potowarzyszyła przez kilka godzin maluchom. Ten system, choć nietypowy, sprawdza się jednak bardzo dobrze - kociaki są ogarnięte, najedzone i rozwijają się modelowo.