O-Choc Ondine
koteczka orientalna czekoladowa - OSH b
Zarezerwowana
Ondine, czyli "bordo" (nazwa koloru nieodmienna, więc kiedy "bordo" okazało się dziewczynką, nie trzeba było się przestawiać) i niespodzianka nr 2. I to jaka! W sumie całe szczęście, że nasza weterynarz dzień po porodzie nie mogła nas odwiedzieć, bo wykrycie po 24 godzinach od pozornie zakończonego porodu jeszcze jednego kociaka na bank skończyłoby się próbą indukcji a w przypadku jej niepowodzenia cesarskim cięciem. A tak nad ranem półtorej doby po porodzie po prostu znalazłam Ondine - jeszcze całą mokrą - obok rodzeństwa. Oczywiście martwiliśmy się o nią bardzo. Czy jest zdrowa jak najbardziej, ale przede wszystkim, czy da sobie radę w walce ze "starszakami" o maminy cycek. Tym bardziej, że Mumu na dobre weszła w rolę matki "na dochodne". Inaczej niż wszystkie inne nasze kotki nie siedzi kamieniem przy dzieciach i nie wraca do porodówki, kiedy tylko któreś z nich lekko zapiszczy, tylko bardzo konsekwentnie dzieli swój czas pomiędzy matczyne obowiązki a zajmowanie się swoimi sprawami. I to i w dzień, i w nocy - noc w noc wypuszczam ją z sypialni, po czym nastawiam budzik na "za dwie godziny", a kiedy zadzwoni, idę zgarnąć kocicę, żeby dla odmiany potowarzyszyła przez kilka godzin maluchom. Ten system, choć nietypowy, sprawdza się jednak bardzo dobrze - kociaki są ogarnięte, najedzone i rozwijają się modelowo.