Wolny Wolna Opcja Zarezerwowany Zarezerwowana Zostaje z nami Nie na sprzedaż
Naughty Nori
koteczka orientalna szylkret czekoladowy - OSH h
Zarezerwowana
Mamy zwyczaj dodawać zdjęcia kociaków w kolejności, w jakiej się urodziły (zresztą w taki sam sposób o nich zwykle myślimy) i tym razem nie jest inaczej. Nori to pierworodna z miotu Naughty. Czas od pierwszych objawów rozpoczynającego się porodu do momentu pojawienia się pierwszego malucha tym razem dość mi się dłużył, ale w końcu Nori (która wtedy oczywiście jeszcze nie miała imienia) przeraźliwym wrzaskiem zaanonsowała swoje przybycie na świat. Przez pierwsze dni życia nasza dziewczynka nadal była jest najbardziej wrzaskliwym kociakiem z miotu, ale z czasem sytuacja się zmieniła. Miano największego wrzeszczucha przeszło na syjamka Nico, a Nori stała się częścią "tej grzecznej trójki". Do czasu jak się okazało.
Każdy z naszych miotów odchowujemy w podobny sposób. Za typową porodówkę zazwyczaj robi duże pudło z pokrywką z wyciętą z boku dziurą dla kotki. Kiedy poporodowe emocje opadną i kociaki spokojne i ogarnięte przez matkę drzemią lub pojadają, przychodzi czas na porządki. Pudło idzie precz, a cała banda instalowana jest w budce-porodówce z wejściem zamykanym klapą, którą można przypiąć w dwóch położeniach - ok. 10 lub 20 cm od podłogi bądź też zamknąć całkowicie. Na kocie noworodki zamknięcie dziesięciocentymetrowym rantem jest zupełnie wystarczające. Przychodzi jednak moment, kiedy maluchy stają się na tyle ruchliwe, że zaczynają się ucieczki z gniazda: najpierw przypadkowe wypadnięcia, potem pierwsze próby świadomego wyjścia... Wreszcie w okolicach 4. tygodnia życia zjawisko robi się na tyle masowe, że najwyższa pora na kolejny etap: budka zostaje wstawiona do brezentowego kojca i całkowicie otwarta. Zachowanie kociąt w mgnieniu oka się zmienia. Wcześniej względnie grzecznie spędzały czas na jednym metrze kwadratowym, po przeniesieniu do kojca natychmiast stają się bardziej aktywne. Zaczynają się pierwsze nieporadne jeszcze przebieżki, próby zapasów, wspinaczki. Długość etapu "kojcowego" waha się w zależności od miotu. Zdarzyło nam się, że nie trwał dłużej niż trzy dni - bo tyle zajęło Lucky Lewisowi opanowanie wspinaczki po siatkowej ściance i wyłażenia górą. Dzieciaki Naughty były pod tym względem mało kłopotliwe. Wytrzymały całe dwa tygodnie i jeden dzień. Kiedy Nico zaczęliśmy częściej widywać na naszym łóżku niż w kojcu (szybko zorientował się, że te 10 cm pomiędzy jego górnym brzegiem a łóżkiem jest w stanie przeskoczyć nawet czterotygodniowy syjamek), przyszła pora na kolejny etap: przeprowadzkę całej bandy wraz z kojcem z sypialni do gabinetu i otwarcie kojca. I znowu: skok rozwojowy, który się w tym momencie dokonuje jest zdumiewający. Przejście od zdziwienia tym, że z kojca da się łatwo i legalnie wyjść do pełnego opanowania nowej przestrzeni: drapaków, zabawek, materaca, leżaka na kaloryfer etc. zajęło maluchom może ze dwie godziny. I tu wracamy do Nori, bo nasza pierworodna dzięki swojej szczuplutkiej sylwetce (wprowadzenie stałego pokarmu spowodowało, że wagowo nasze dziewczynki zamieniły się miejscami: Nori okazała się damą, która je po to, żeby zaspokoić głód a maleńka w momencie urodzenia Nigiri istnym żarłokiem) okazała się najbardziej zapamiętałą eksploratorką i wspinaczką.
Naughty Nico
kocurek syjamski rudy - SIA d
Zarezerwowany
Nikuś urodził się jako drugi. Wiedzieliśmy, że perspektywa kociaków syjamskich w tym miocie jest jak najbardziej prawdopodobna i byliśmy na to w pełni przygotowani. To przygotowanie to przede wszystkim zapas kolorowych lakierów do paznokci, którymi najłatwiej na szybko oznaczyć kocie noworodki. Syjamki (i w ogóle wszelkie koty ze znaczeniami point) rodzą się bowiem bielusieńkie i dopiero z czasem nabierają docelowego koloru na zimnych partiach ciała, czyli pyszczku, uszach, łapach i ogonie. A że możliwość rozróżnienia kociąt jest nam, hodowcom, niezbędna - choćby po to, żeby na najwcześniejszym etapie życia móc śledzić przyrosty wagi, które sa najlepszym wskaźnikiem ich zdrowia i kondycji - każdy z nas ma swoje sposoby na ich oznaczanie. Mój docelowy sposób to kolorowe gumki wiązane na szyjkach w taki sposób, żeby z jednej strony nie były zbyt ciasne, a z drugiej nie na tyle luźne, żeby kociak mógł poruszając się nimi o coś zaczepić. Ale zanim przyjdzie czas na gumki, tuż po porodzie oznaczam je prowizorycznie malując im pazurek kolorowym lakierem, stąd odpowiedni ich zapas jest w czasie porodu na podrędziu. Tym razem pazurek Nico został pomalowany na bordowo mocno na wyrost. Chłopczyk jest jedynym syjamkiem w miocie, więc nie ma najmniejszych problemów z jego odróżnieniem od reszty rodzeństwa.
Nikuś szybko pokazał swój charakterek - ekstremalnego przytulaka z ADHD. Otwarcie kojca pozwoliło mu nieco skanalizować swoje potrzeby - wreszcie może sobie pohasać. Ale wcześniej... Każdego, kto wchodził witał przeraźliwy wrzask naszego "Blondyna" wiszącego na siatce kojca. - Proooszę mnie natychmiast pogłaaaaskaaać! A najlepiej wziąć na ręęęce! To Nico nauczył się świadomie i powtarzalnie wychodzić z kojca (wcześniej na podłodze obok zdarzyło nam się znaleźć Nigiri i Neo, ale był to raczej wypadek podczas wspinaczki a nie przemyślane działanie), czym skrócił pobyt kociąt w sypialni, ale też "załatwił" im wolność biegania po całym pokoju, do którego trafiły.
Naughty Neo
kocurek orientalny rudy - OSH d
Zarezerwowany
Neo czyli kociak numer 3 to pierwszy rudzielec w naszej hodowli, mimo że szans na takie umaszczenie mieliśmy już kilka. Ruda "nakładka" na oryginalny kolor (rudy kociak pod swoją rudością ma cały zestaw genów warunkujący jego podstawową barwę) dziedziczy się w charakterystyczny sposób, typowy wyłącznie dla tego koloru. Odpowiedzialny za nią gen występuje tylko na chromosomie X. Dlatego kocurkom, które z racji płci mają kombinację chromosomów XY wystarczy tylko jeden gen rudości odziedziczony po którymkolwiek z rodziców, żeby nabrać tego koloru, podczas gdy dziewczynki (z chromosomami XX), żeby być rude potrzebują otrzymać go od każdego z nich. Kotka z genem rudości na jednym chromosomie X i bez tego genu na drugim jest szylkretką, czyli kolor rudy jest na niej wymieszany z jej kolorem podstawowym. I w miocie Kind of, którego ojcem był rudy pręgowany Dumbo Biały Lotos*PL, i w miocie Mighty szylkretowej Kind of Khloe była więc spora szansa na to, że któryś z chłopaków będzie rudy. Ale aż do teraz się do nie wydarzyło, mimo, że urodziło się w nich aż 11 kociąt (w tym cztery kocurki).
Pod względem charakteru, przynajmniej w pierwszych tygodniach życia (doświadczenie uczy, że warto takie obserwacje z pierwszego etapu zapisywać, bo już za chwilę, w nowych okolicznościach rozwojowych usposobienie każdego malucha bardzo się zmieni i zupełnie nie będziemy pamiętali, jaki był wcześniej) Neo zdecydowanie należał do „grzecznej trójki”. Najbardziej jednak zasłużył się na etapie wprowadzania stałego pokarmu. Kociaki reagują na to różnie. Są takie, które zaczynają jeść, kiedy tylko postawi się przed nimi ich pierwszą w życiu miskę, inne potrzebują nieco więcej czasu i zachęt: podawania jedzenia do pyszczka czy zgody na zlizywanie go z palca opiekuna, co potrafi trwać ładnych kilka dni. Są też jednostki kompletnie oporne. Nam się nikt taki nie trafił, ale pytania o to, jak skutecznie przekonać do jedzenia takich delikwentów, na kocich grupach pojawiają się regularnie. Neo to kociak typu pierwszego. Nie potrzebował żadnych zachęt: jedzenie wjechało, no to się je.
Naughty Nigiri
koteczka orientalna czekoladowy szylkret - OSH h
Zarezerwowana
To Nigiri miała się nazywać Nori (a nad imieniem dla naszej pierworodnej jeszcze się zastanawialiśmy), ale szczęśliwie na czas nas oświeciło. Nazywanie jaśniejszej z szylkretek imieniem pochodzącym od tak ciemnozielonego, że wydaje się niemal czarny, glonu, w który zawija się sushi, byłoby co najmniej mało logiczne. I tak ciemniejsza dziewczynka została Nori, a jaśniejszej znaleźliśmy inne bliskie tematycznie imię.
Nasza Nigiri urodziła się ostatnia i bez oznak życia - nieuchoma, wiotka, cichutka, oblepiona pęcherzem płodowym. To u kotów nie jest nic bardzo nietypowego, ale nie znam chyba bardziej satysfakcjonującego doświadczenia niż moment, kiedy pod wpływem intensywnych zabiegów - nacierania, huśtania, odsysania dróg oddechowych - kociątko powoli "ożywa". Najpierw otwiera bezgłośnie pyszczek, potem widać przyspieszony oddech, aż w końcu pojawia się pierwszy pisk. Dokładnie tak było z naszą Nigiri. Oczywiście taki maluch jest potem przedmiotem specjalnej troski - jesteśmy szczególnie wyczujeni na wszelkie objawy słabości, zwłaszcza jeśli (jak Nigiri) rodzi się znacznie mniejszy niż reszta rodzeństwa. Waga urodzeniowa Nori, Nico i Neo przekraczała 100 g, co u orientów i syjamów oznacza rozmar więcej niż słuszny, natomiast Nigiri ważyła zaledwie 76 g.
Różnica pomiędzy nią a resztą rodzeństwa utrzymywała się zresztą przez cały okres regularnego ważenia kociąt. A potem niespodziewanie… Bezpośrednio po wprowadzeniu stałego jedzenia Nigiri okazała się wprawdzie typem drugim – kociakiem, który na załapanie nowej diety potrzebuje nieco więcej czasu, ale jak już ją załapała… Wagowo dawno odsadziła już swoją dystyngowaną przy misce siostrę – z góry wygląda zupełnie jak pączek na małych nóżkach. To także największa indywidualistka z miotu. Oczywiście uczestniczy we wspólnych zabawach, ale też często znajduje sobie do spania miejsce z dala z pozostałej trójki. Nawet teraz, kiedy to piszę, Nori, Nico i Neo wtuleni w siebie śpią smacznie na leżaczku na kaloryfer, podczas gdy Nigiri znalazła sobie miejsce na słonecznej plamie pomiędzy swoją mamą a półsiostrą Muriel, która na etapie kojcowym bardzo aktywnie włączyła się w opiekę nad maluchami.