Aktualności

A kuku! Mamy (znowu) kocięta!

15.04.26

Jeśli chodzi o wybór terminu porodu, Mumu okazała się położnicą idealną. Po pierwsze nie trzymała nas długo w niepewności – 64. dzień po kryciu (przy ciąży podręcznikowo trwającej 63 dni) to bardzo dobry wynik. Po drugie wstrzymała się z akcją porodową do chwili, kiedy skończę pracę i dopiero wtedy w równych odstępach czasu urodziła czwórkę maluchów. Myśleliśmy, że to już koniec – na USG trzy tygodnie po kryciu widać było „cztery na pewno, może pięć” maluchów, kocica po doprowadzeniu się do porządku zamiast uznać powagę połogu zwiała z sypialni i zaczęła beztrosko bawić się z podrostkami. Spokojnie więc uporządkowałam sypialnię, przeniosłam maluchy z „roboczej” porodówki do budki, w której spędzą najbliższe cztery tygodnie i zachęcałam kotkę, żeby zainteresowała się przychówkiem. Z którymś momencie odniosłam sukces: Muriel łaskawie zgodziła się położyć i pokarmić, ale wkrótce znowu wybrała wolność i przeniosła się na nasze łóżko. Wytrzymaliśmy tak jakieś pół godziny, po którym znowu postanowiłam przenieść ją do kociąt. I tu niespodzianka: przez ten krótki czas, kiedy Mumu była z dzieciakami, z czekoladowej czwórki zrobiła się piątka – ostatni maluch, mimo że mokry i jeszcze nieodpępowiony, dziarsko pełzał wśród rodzeństwa.

I nie był to koniec wstrząsów! W środku kolejnej nocy, czyli mniej więcej 30 godzin od pojawienia się pierwszej piątki, odkryłam w porodówce kocię nr 6. To już była prawdziwa bomba – mało że maluch pojawił się na świecie po takim czasie (słyszeliśmy wcześniej o takich przypadkach, ale nam zdarzyło się to po raz pierwszy), to spodziewaliśmy się go zupełnie – na USG była przecież widoczna piątka. Miałam oczywiście obawy, że naszemu „spóźnialskiemu” trudno będzie nadrobić dystans do urodzonego półtorej doby wcześniej rodzeństwa, ale okazały się one bezpodstawne, bo radzi sobie naprawdę nieźle.

W porównaniu z innymi naszymi kotkami, Muriel prezentuje dość nieortodoksyjne podejście do opieki nad kociętami. W pierwszej dobie po porodzie w plebiscycie na matkę roku dostałaby raczej odległe miejsce, ale ten stan – skołowana po porodzie kotka nie wykazuje przesadnego zainteresowania maluchami i utrzymanie jej przy nich wymaga sporo naszej pracy – znamy aż za dobrze, dlatego wiedzieliśmy, że raczej nie będzie trwał długo. Nie spodziewaliśmy się natomiast, że będzie matką trwale dochodzącą. Są kotki, które praktycznie nie odchodzą od maluchów i takie, które, mimo że lubią pobyć same, biegną na odsiecz na każde piśnięcie kociaka. Dla Muriel opieka nad miotem to po prostu jedno z życiowych zadań. Ważne, ale na pewno nie ważniejsze niż zabawa z dzieciakami Naughty, czy możliwość powylegiwania się z nimi oraz Koko i Gapą na ulubionych posłaniach w salonie. Kociakom zupełnie nie przeszkadza to, że ich matka dzieli czas pomiędzy te trzy czynności.  Najedzone i starannie wylizane w trakcie maminych odwiedzin przez dużą część doby śpią w porodówce same. Nie przeszkadza to również nam, dopóki przyrosty wagi wskazują, że potrzeby życiowe maluchów zaspokojone są w 100 proc.