Aktualności

Wszystkie maluchy O’Choc są już w swoich nowych domach.

21.09.26

Lubimy, kiedy właściciele naszych kotów po jakimś czasie wracają po kolejnego i cieszy nas, że od jakiegoś czasu niemalże w każdym miocie mamy takie „repety”. Dzieciaki O’Choc nie były wyjątkiem. Ozzy, który wyjechał jako jeden z pierwszych, trafił właśnie do jednego z takich domów. Zamieszkał w Tczewie z Bogusią, Jackiem, Amelką oraz „naszą” Irresistible Ivanką, która nie mogła znaleźć sobie miejsca po odejściu za Tęczowy Most swojego dotychczasowego towarzysza Ezziego, czyli Egzorcysty (zbieżność imion obu kotów – Ezziego i Ozzy’ego jest tylko trochę przypadkowa).

W znajomym domu zamieszkał także Octavio, którego Agnieszka z Antkiem zabrali do Krakowa, do jego rodzonej ciotki Morticii oraz jeszcze jednego syjama, Gingera. Ciut jędzowata, jak przystało na przedstawicielkę tej linii naszych oriento-syjamów, Morticia początkowo przyjęła malucha z syczącą rezerwą, ale kiedy pierwsze lody zostały przełamane, stali się absolutnie nierozłączni, dzięki czemu Ginger odzyskał swoje ulubione miejsca na kolanach i w nogach łóżka pańci wcześniej okupowane przez namolną kotkę. Octavio, Morticia i Ginger mają jeszcze do towarzystwa Franka oraz Rysika, adoptowanego psa w typie foksteriera, który musi sobie jakoś radzić z kocią bandą.

Sporą gromadkę towarzyszy ma także Orianka. Mieszka niedaleko Pobierowa z Olą, Grzegorzem, Kubą i dołączyła do lokalnej kociej bandy złożonej z Kitka i Kici zwanych zbiorczo Seniorami oraz Juniora Kokusika, który od samego początku stał się fanem nowej towarzyszki.

Oriana i Ozzy tworzą kocią frakcję północna, a Octavio wraz z Ondine południowa. Nasza „spóźnialska” (kotka urodzona półtorej doby później niż reszta maluchów) wyjechała bowiem do Będzina z Iloną, Mariuszem oraz ich synem Krzyśkiem, który wprawdzie już dawno nie mieszka z rodzicami, ale wziął udział w wyprawie po kotkę, a następnie przez pierwszy tydzień od przyjazdu „Onduśki” do domu wpadał do niej każdego dnia. Towarzyszem Ondine jest rudy dachowiec Tofik.

Ostatni kociak, z którym się pożegnaliśmy, czyli Oscar, nie jest w żadnej z tych frakcji, bo został na miejscu. Albo raczej: tworzy rozległą frakcję z warszawskimi kotami z innych naszych miotów. Zamieszkał bowiem w Ursusie z Ganną i Vladem i, inaczej niż cała reszta, na razie jest jedynakiem. Doświadczenie uczy nas jednak, że w przypadku orientów i syjamów ten stan zazwyczaj trwa nie dłużej niż kilka lat 😉