W sobotę 22.08 odeszła nasza cynamonowa Gapa, czyli Elfin Elaine
Pożegnanie z Gapą – uwaga, trochę smutne.
Nowotwory bolą, ale u Gapy objawy bólowe długo nie były widoczne. Zastanawiało mnie tylko jedno jej zachowanie. Mimo że wieczory były już dość chłodne, po zapadnięciu zmroku regularnie wychodziła na balkon, kładła się na dolnej półce drapaka i leżała tam przez długie godziny. Myślałam, że to może być jej sposób na trudności z oddychaniem, ale teraz myślę, że może w ten sposób – oddychając chłodnym powietrzem – mogła szukać ulgi w bólu.
W przeddzień naszego pożegnania również tam zaległa. Na tyle konsekwentnie, że mimo zaplanowanego załamania pogody postanowiłam zostawić balkon otwarty i ewentualnie zamknąć go dopiero w nocy, jeśli okaże się, że kotom przebywanie tam się znudziło, albo po prostu wygonił je chłód.
Światło było zgaszone, ale jeszcze nie spałam, kiedy usłyszałam, że Gapa skacze na drzwi pokoju Marcela. Zadymiara jedna! Zachowanie, które w przeszłości często doprowadzało nas do szału, teraz witaliśmy z czułością: skoro nadal robi coś, co jest dla niej najbardziej typowe, to znaczy, że nie jest z nią jeszcze tak źle. Wyszłam, żeby zabrać ja do sypialni – okazało się, że drzwi już ustąpiły i kotka jest już w środku. Pomyślałam z uznaniem o jej zręczności: kiedyś w otwieraniu pomagała jej masa, ale choroba sprawiła, że dziś była o 1,5 kg niż w swoich „najlepszych” czasach.
Noc, którą z nami spędziła, była zupełnie zwyczajna, ale przez cały czas czułam niepokój: czy nie za krótko spała z Jackiem pod kołdrą? Czy się od nas nie izoluje? Ale w końcu leżąca w nogach poduszka z Livesportu, na której spała, to też jedno z jej ulubionych miejsc.
W nocy obudził mnie odgłos wymiotów. Nie wstałam, posprząta się rano. Mam tylko nadzieję, że po ciemku w nic nie wdepnę.
Pogoda faktycznie gwałtownie się pogorszyła: rano obudziło nas wycie wiatru. Jacek, który wstał wcześnie i szykował się do Fox Open przyniósł wiadomość, że sobotnia runda turnieju została odwołana, chwilę później przełożone na niedzielę zostały również zajęcia dla dzieci.
Skoro tak, zostałam w łóżku „weekendowo” do 9:00. Po śniadaniu przyniosłam Gapie normalną porcję leków zamkniętych w kapsułce. Ostatnio zrobiło się ich tyle, że podawanie pojedynczo zrobiło się kłopotliwe: Ranigast, Aspargin na uzupełnienie magnezu i potasu, raz na trzy dni Mirtor na apetyt, w razie gdyby nie wystarczał jeszcze Peritol (podałam), moczopędne Libeo, którego dawka ostatnio została zwiększona z ¼ do ½ tabletki i jeszcze pół tabletki sterydu (nowość).
Gapa leżała normalnie u Jacka na kolanach. Pomyślałam, że jeszcze niedawno widząc mnie o tej porze, natychmiast zwiałaby pod łóżko. W którymś momencie zaczęła aktywnie unikać leków, a niezwykła czujność, jaką przy tym wykazywała, w równym stopniu wzbudzała mój podziw, co doprowadzała do pasji, kiedy bezskutecznie starałam się ją złapać. Ale to było kiedyś – od jakiegoś czasu po prostu z rezygnacją poddawała się procedurze.
Zabrałam się za sprzątanie – o 16:00 mieli przyjechać ludzie po Ondine i trzeba było doprowadzić dom do porządku. Poza tym był weekend.
Kiedy koło 12 ponownie weszłam do sypialni, Gapy nigdzie nie było. Jedynie wybrzuszenie pod kołdrą wskazywało, że może być tam kot, co było dość nietypowe. Śpiący sam pod kołdrą Kokos to norma, ale Gapa? Kiedy Jacek poszedł się położyć, poprosiłam go, żeby uważał na kota. Za jakiś czas przyszedł śmiejąc się od ucha do ucha: kładł się bardzo delikatnie, żeby nie obudzić kotki, tymczasem wybrzuszenie okazało się piżamą. Gdzie w takim razie jest Gapa?
Zajrzeliśmy nawołując do szafy, zajrzeliśmy pod łożko. Nie ma. Lista możliwych kryjówek w sypialni na tym się wyczerpała. Może w takim razie niepostrzeżenie wyszła, kiedy otworzyliśmy drzwi. Mało prawdopodobne, ale a nuż?
Postanowiłam dokładniej sprawdzić szafę. Odsunęłam ubrania, żeby dotrzeć do najdalszego kąta. Była. Niedobrze. Wyjęłam ja delikatnie i przeniosłam na łóżko. Wróciłam do sprzątania. Kiedy kolejny raz weszłam do pokoju, Gapa spała na różowym posłanku pod oknem. Włączyłam minutnik, żeby policzyć jej oddechy. 24 / min – nie ma powodu do niepokoju.
Jacek z Marcelem pojechali po koszulę na rozpoczęcie roku, ja sprzątałam dalej. Umyłam podłogi w przedpokoju i kuchni – zanim wyschną, mała przerwa. Trochę lipa się zrobiła – telefon został w sypialni, herbaty też sobie nie zrobię. Włączyłam Netflixa – „Dom dobry”. Film mnie wciągnął, byłam w połowie, kiedy chłopaki wróciły. Podłogi już dawno wyschły. Zajrzałam do Gapy. Biedaczka leżała na boku na różowym posłanku patrząc przed siebie niewidzącym, zamglonym wzrokiem Zrozumiałam, że ból, który do tej pory udawało jej się skutecznie maskować, tym razem dał o sobie znać z całą brutalnością.
HHHHHMM to protokół oceny jakości życia terminalnie chorego zwierzęcia. Nawet jeśli jest subiektywną oceną właściciela, wykonywany regularnie pozwala na śledzenie, jak jego stan się pogarsza. Każdy z siedmiu parametrów (Hurt – objawy bólu, Hunger – apetyt, Hydration – nawodnienie, Hygiene – stan sierści, Happiness – zainteresowanie otoczeniem, Mobility – ruchliwość, More Good than Bad Days – ogólna satysfakcja i więź z opiekunem) ocenia się w skali 0-10 pkt, wynik powyżej 35 punktów (czyli 5 pkt+ na każdym parametrze) zwykle oznacza, że jakość życia jest całkiem w porządku. W ostatnich dniach, nawet jeśli nie zapisywałam wyniku, często myślałam o Gapie przez pryzmat tych parametrów. Wprawdzie apetyt ma przeciętny i trzeba ją kroplówkować, ale jest ruchliwa, kumata, lubi towarzystwo, jak chce gdzieś pójść czy na coś wskoczyć, to idzie i wskakuje, jest w dobrej kondycji, nie widać, żeby ja coś bolało, nie ma trudności z oddychaniem. Słowem: dobrze nie jest, ale nadal w porządku. 40 coś punktów.
I w tej jednej chwili wszystko runęło. Ta Gapa leżąca i patrząca nieprzytomnymi oczami, jej poranna niechęć do wyjścia i kontaktów z innymi kotami, ten najciemniejszy i najdalszy kąt w szafie. Myśl, która kołatała mi się po głowie od rana: żeby zadzwonić do Anety i sprawdzić jej dostępność w weekend „w razie gdyby” w jednym momencie się zmaterializowała: sięgnęłam po telefon.
– Do 15:30 jesteśmy, potem jedziemy na koncert i będziemy późnym wieczorem.
Była 14:00, czyli albo jedziemy teraz, albo czekamy i nie wiadomo, co się wydarzy. W najgorszym wypadku będę siedziała dwie godziny zanosząc się od płaczu w poczekalni Multivetu wśród jazgoczących pomeranianów z umierającą Gapą na kolanach. Albo będzie się męczyć do jutra. Albo tak jak Rascal – umrze „naturalnie”, ale nie będzie to lekka śmierć. A może odzyska siły i przeżyje spokojnie kilka kolejnych dni aż do następnego pogorszenia?
Poszłam po transporter, wyjęłam z niego kocyk. Przesiąknięty zapachem ostatniej onkologicznej wizyty na Białobrzeskiej nie był właściwym rekwizytem. Zamiast niego włożyłam świeżo wyprany kocyk Marcela. Oczywiście w międzyczasie Kokos zdążył wleźć do środka – wyrzuciłam go z transportera i z sypialni. – Może wstrzymajmy się jeszcze trochę, patrz – wstała i pije wodę – próbował jeszcze przekonać mnie Jacek. Żegnaliśmy już Rascala, Uszę, Hankę oraz kilka kociaków, więc znam doskonale to zjawisko, kiedy rozpaczliwie chwytamy się nadziei na trwałą poprawę, która pojawia się przy każdym przebłysku lepszego samopoczucia i staramy się nie dostrzegać, stan zwierzęcia systematycznie się pogarsza.
Kot samodzielnie skubnął trochę karmy, był w kuwecie, wskoczył na krzesło.
Otworzyła w nocy drzwi do pokoju Marcela. Wstała i pije wodę.
Gapa mruczała, kiedy w lecznicy wyjmowałam ją z transportera. Ułożyłam ją na kocyku i głaskałam, podczas kiedy Aneta szykowała wszystkie niezbędne utensylia. Zastrzyk usypiający naprawdę ją wkurzył – ukłucie w pośladek musiało być bolesne, ale to była tylko chwila. Potem jej głowa robiła się coraz cięższa, mięśnie stopniowo się rozluźniały – położyła się i zasnęła. Nastroszona, otwarta sierść pod wpływem głaskania, a może i w wyniku tego, że ból wreszcie ustąpił, odzyskała normalny, schludny wygląd. Jeszcze śmiertelna kroplówka i nasza wspólna 10-letnia podróż dobiegła końca.
Elfin Elaine 22.08.2016-22.08.2026
Szkoda, że Twoje ostatnie urodziny nie minęły nam bardziej radośnie, ale jestem wdzięczna wszystkim tym, dzięki którym mogłaś ich doczekać. Czyli doktorowi Jagielskiemu, sobie, Jackowi i Twojemu, Gapo, dzielnemu organizmowi. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że pomiędzy fatalną diagnozą a naszym pożegnaniem upłynie prawie dziewięć miesięcy. Chciałam, żebyś jeszcze zdążyła zobaczyć swoje wnuki (dzieci Naughty), a one urodziły się, dorosły, wyszły z domu, po nich były jeszcze kolejne kocięta (O-Choc), które tak samo dorosły i zaczęły wyjeżdżać, a Ty ciągle byłaś z nami i to w niezłej formie. Śpij teraz smacznie, kochana koteczko.